Pamiętne storyline’y 2010s: Pipe Bomb!

Kiedy 27 czerwca 2011 roku CM Punk siadał na rampie areny w Las Vegas w t-shircie Steve’a Austina, z mikrofonem w ręku był uppermidcardowym heelem, który szukał sposobu na przekonanie Vince’a McMahona do postawienia na niego. Sfrustrowanym pracownikiem, który jest gotowy do odejścia z WWE, kiedy jego kontrakt wygaśnie za niecały miesiąc. Kilka minut później był najgorętszym nazwiskiem w biznesie na ustach fanów na całym świecie. Dzisiaj przypominamy sobie słynne Summer of Punk.

Na dobrą sprawę historia rozpoczęła się na Capitol Punishment, podczas którego przed swoją walką z Reyem Mysterio Jr. Punk określił siebie jako jedynego szczerego człowieka w rosterze i zapowiedział wielkie ogłoszenie na następnym Raw. Na czerwonej tygodniówce, po wywalczeniu miana pretendenta do mistrzostwa WWE podzielił się ze światem swoim planem (który śledzącym jego karierę ze sceny niezależnej od razu przypomniał jego ostatni storyline w Ring of Honor).

Mianowicie poinformował o kończącym się kontrakcie w dniu Money in the Bank PPV (w rzeczywistości kilka dni wcześniej, ale dla interesujących się tym, co dzieje się wewnątrz fanów – z których słynie jego rodzinne Chicago, gdzie było wspomniane nadchodzące show – znanym faktem było, że jego umowa dobiega końca) oraz o tym, że ma zamiar odejść z federacji, posiadając jej najważniejszy tytuł. Tydzień później nadszedł TEN dzień.

Eksplozja

Z perspektywy czasu ktoś, kto nie śledził wydarzeń na bieżąco, mógłby stwierdzić, że nie rozumie całego fenomenu legendarnego już monologu Punka. Od tego czasu zdarzało się już bowiem wrestlerom w swoich promach uchylać rąbka tajemnicy zza kulis organizacji. Teoretycznie nie było tam przecież nic owianego tajemnicą; najzwyczajniej w świecie napisał, a później w świetny sposób opowiedział o swoich odczuciach względem swojego miejsca pracy.

Swoimi argumentami jednak trafił idealnie w pragnienia i narzekania fanów odnośnie do WWE i ich produktu – jak na przykład part timerzy zabierający czas antenowy zawodnikom obecnego pokolenia (tutaj wspomniany The Rock, szykujący się do main eventowania kolejnej WrestleManii z Hollywood). W jego słowach można było odczuć, że to nie kolejny napisany przez writera, wyuczony na pamięć tekst, a odrobina autentyczności i prawdziwości w tym kreskówkowym świecie, której w tym miejscy nie widziano od czasów człowieka, którego koszulkę założył. Gdyby trochę poszukać, to pewnie wciąż można by nawet znaleźć ludzi wierzących, że jego słowa z tamtego wieczora były shootem.

Część rzeczy, o których wspominał były w mniejszym lub większym stopniu tematami tabu w federacji McMahona; mówienie otwarcie o New Japanie czy Ring Of Honor dziś nie wzbudzi wielkich kontrowersji – przy debiutach Balora, Nakamury czy Stylesa komentatorzy wspominali o ich sukcesach w Japonii, a przy filmikach promujących Rodericka Stronga używali materiałów wideo z czasów jego pobytu w tej drugiej wspomnianej organizacji, wspominając nawet o jego przydomku Mr. ROH (nie wspominając o obecnej współpracy z kilkoma federacjami ze sceny niezależnej jak Evolve czy PROGRESS) – wtedy jednak było to nie do pomyślenia w WWE TV.

Nie obyło się także bez wspomnienia kilku nazwisk wcześniej związanych z organizacją McMahona, z którymi wówczas nie byli w najlepszych stosunkach, jak Brock Lesnar, który kilka lat wcześniej pokazał, że do niczego nie potrzebuje WWE czy Paul Heyman. Podkreślił także na co dzień zakazane słowo „wrestler”, które w języku McMahonów zostało zastąpione zwrotem „superstar”. Wszystko to zostało zakończone odciętym mikrofonem w momencie wspomnienia o jednej z kampanii, przy których współpracuje federacja mające pozostawić odczucie przekroczenia granicy przez mówcę.

Fala uderzeniowa

Wbrew przypuszczeniom Vince’a McMahona – który uważał, że ta wypowiedź zrobi z niego największego heela w wrestlingu – CM Punk z miejsca stał się najbardziej popularną osobą w całej federacji, postrzeganą przez fanów jako ich reprezentant, ich głos.

Na następnym Raw od zdegustowanego Johna Ceny dowiedzieliśmy się, że w związku ze swoją wypowiedzią Punk został zawieszony. Jak na ideał rycerskości przystało, mistrz WWE nie zgadzał się z tym, powołując się na wolność słowa i domagał się wyjaśnień od swojego szefa, kiedy tylko zjawi się w budynki.

Podczas main eventowego segmentu lider Cenation ponownie wstawił się za swoim przyszłym/niedoszłym (ze względu na zawieszenie) rywalem wymuszając na McMahonie zdradzenie w końcu, że ten nie może pozwolić na to, by ktoś odszedł z jego organizacji z jego najcenniejszym trofeum. Po lekkim szantażu odejściem przez mistrza prezes w końcu zmienia zdanie – Punk został odwieszony i dostaje swoją walkę, jednak jeśli wygra, Cena zostanie zwolniony. Tego ostatniego oczywiście nie kupiły nawet 8-letnie dzieci, ot taka coroczna tradycja.

Kolejny odcinek czerwonej tygodniówki przywitał nas widokiem siedzącego w ringu CM Punka z mikrofonem w ręce i megafonem położonym obok – just in case! Po krótkiej przemowie dowiedzieliśmy się, że czekają nas pierwsze w historii publiczne negocjacje kontraktowe. Doszło także do konfrontacji z Johnem Ceną.

Jak można zobaczyć na powyższym filmie, ostatecznie do podpisania nowej umowy nie doszło, a czasu coraz mniej. Negocjacje trwały do dnia samego PPV, jednak jak w swoim wywiadzie w trakcie show poinformował nas Mr. McMahon, Punk wciąż nie był zainteresowany i odrzucił najbardziej lukratywny kontrakt, jaki ten kiedykolwiek zaproponował.

Zgodnie z przewidywaniami, fani nie zawiedli, od samego początku pomagając wynieść samą walkę do poziomu legendarnej. Po lekko ponad półgodzinnym starciu, pod którego koniec na wynik wpłynąć starał się sam Mr. McMahon, który pojawił się na arenie wysyłając Johna Laurinaitisa, by ten zarządził zakończenie pojedynku, kiedy Punk znajdował się w STF Ceny, co oczywiście od razu przypomniało wszystkim o kontrowersyjnym zakończeniu Survivor Series 1997.

Tym razem jednak, zanim posłaniec zdążył zbliżyć się do miejsca zajmowanego przez osobę odpowiedzialną za uderzenie w gong, broniący mistrz opuścił ring i znokautował przebiegającego Laurinaitisa, rzucając McMahonowi, że nie zamierza załatwiać tego w ten sposób. Kilka sekund później chwilę rozkojarzenia wykorzystał Punk, wyprowadzając swój firmowy GTS i słuchając jak po trzech klepnięciach w matę sędziego cała Allstate Arena wybucha radością, gdy spełnia się najczarniejszy z możliwych scenariuszy dla szefa WWE. Nieudany cash-in Alberto Del Rio i McMahon mógł tylko patrzeć, jak jego nowy mistrz znika w tłumie.

Oczywiście w rzeczywistości Punk przedłużył swoją wygasającą umowę o te kilka dni, by obowiązywała w trakcie gali, a już na godziny przed nią związał się z WWE nową, kilkuletnią umową. O tym ostatnim oczywiście fani nie mieli prawa wiedzieć, a przy składaniu podpisów obecne były możliwie najmniejsze, najbardziej zaufane grono pracowników organizacji, więc praktycznie wszyscy oglądający czy pracujący przy show nie mieli o tym pojęcia.

It’s time to play The Game

W tym momencie skończyła się najlepsza i najlepiej wspominana przez wszystkich część lata. Skończyły się także plany na story i dalszy kierunek, w jakim ma podążyć, były wymyślane (i zmieniane) na bieżąco. Na pierwszym planie pojawił się natomiast Triple H…

Na dzień dobry na Raw dzień po MITB dowiedzieliśmy się o turnieju, który jeszcze na tym samym show wyłoni nam nowego WWE championa. Tak po prostu, osłabiając moc i ważność wcześniejszych wydarzeń. Zanim jednak The Miz i Rey Mysterio zdążyli zmierzyć się w main eventowym finale, na arenie pojawił się Vince McMahon, mający zamiar spełnić swoją obietnicę dotyczącą zwolnienia Ceny. Cały wrestlingowy świat był w szoku, kiedy nic takiego się nie stało…

Zanim McMahon zdążył pożegnać Cenę, sam został zwolniony ze swoich obowiązków przez zarząd WWE. Jego miejsce zajął wspomniany już HHH. Tydzień później nowym mistrzem został Mysterio, który zgodnie z zaleceniami nowego szefa bronił swojego mistrzostwa jeszcze tego samego wieczoru w walce wieczoru z Johnem Ceną. What a babyfaces.

Pretendentowi udało się przejąć tytuł, a zanim zdążył w pełni dojść do siebie na arenie wybrzmiało Cult of Personality. Chwilę później, przy swoim theme songu z czasów występów w ROH do ringu wyszedł CM Punk z pasem wygranym na Money in the Bank.

8 dni. Tyle trwała nieobecność Punka, nim WWE wezwało go z powrotem do siebie. Nie było bronienia tytułu w New Japanie, Ring of Honor czy jakiejkolwiek innej organizacji świata. Nie było żadnej większej podbudowy i powrotu na przykład dopiero w trakcie drogi do WrestleManii. Trzeba było podbudować Triple H’a jako szefa, umiejącego słuchać fanów i potrafiącego dać im to, czego chcą. Na Raw powrócił także legendarny komentator Jim Ross.

Kolejne zarządzenie Huntera mówiło, że żaden z panów nie zostanie pozbawiony swojego pasa. Pierwszy raz w historii mieliśmy dwóch mistrzów WWE, a walka unifikacyjna została zaplanowana na zbliżające się SummerSlam. Aby zapewnić poprawność decyzji, Triple H mianował samego siebie sędzią specjalnym pojedynku.

Na największej gali lata zwycięsko ze starcia wyszedł CM Punk, jednak nie obyło się bez kontrowersji – w momencie liczenia przez Huntera do trzech Cena położył swoją nogę na dolnej linie. Teoretycznie Punk ponownie wygrał, jednak WWE znowu bało się pójść na całość i podłożyć mu swoją największą gwiazdę czysto tak, by zyskał jak najwięcej.

Po matchu niekwestionowany mistrz został zaatakowany przez Kevina Nasha, a całą sytuację wykorzystał Alberto Del Rio, który tym razem popisał się udaną próbą zamiany kontraktu Money in the Bank na tytuł mistrzowski i to on zakończył wieczór z najważniejszym pasem federacji.

Nash odpowiedzialność za atak zrzucił na Triple H’a, mówiąc, iż działał na jego polecenie. Ten oczywiście do niczego się nie przyznawał i jak się później okazało, atakujący sam wysłał SMS z telefonu swojego kumpla, przez co został zwolniony. Losowe wydawać by się mogło, wmieszanie w to wszystko Nasha nijak przyczyniło się do promocji nowej, wschodzącej main eventowej gwiazdy i miało na celu jedynie wylanie fundamentów pod feud obu starszych panów prowadzący do ich ladder matchu na grudniowym TLC zakończonym pinfallem. Tak było, nie kłamię.

Wracając do Punka po SummerSlam, jego przepychanki słowne z HHH’em w końcu doprowadziły do ich starcia na wrześniowym Night of Champions PPV. To mówicie, że emerytowany Triple H wraca zza biurka do ringu feudować z najgorętszym nazwiskiem w organizacji? Z pewnością chce mu pomóc w utrzymaniu „momentum”, a nie stara się hamować jego rosnącą popularność jak bardzo może. Nie? Nie tak było?

Warto w tym miejscu wspomnieć, że niechęć obu panów do siebie nigdy nie była wielką tajemnicą. Zaczęło się jeszcze w trakcie tryoutów Punka, kiedy Triple H wyszydzał jego posturę (od gabarytów po tatuaże) i to, że całą swoją dotychczasową karierę spędził na scenie niezależnej – times changed, huh? Wspomniane na jednym z powyższych fragmentów Raw Survivor Series, kiedy pomimo bycia otoczonym większymi nazwiskami Brooks zebrał najlepszą reakcję z wszystkich i przez kolejne lata sytuacja nie uległa zmianie.

Ich pojedynek zakończył się zwycięstwem Triple H’a, co ponownie żaden sposób nie pomogło w utrzymaniu jego rywala „na fali”. Nie było dobre dla biznesu, ale z pewnością mający niezwykle duże mniemanie o sobie Huntera nie narzekało.

Winter is coming

Co prawda zaraz po tym feudzie Punk wrócił do wyścigu o pas WWE i na Survivor Series rozpoczął swój 434-dniowy title reign, to jego popularność spadła w porównaniu z poziomem, na którym była w lecie 2011. Wciąż był jedną z największych gwiazd federacji, aż do jej opuszczenia w 2014 w sprzedażach gadżetów dorównując Johnowi Cenie, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że WWE przez wewnętrzną politykę i chęć promowania przede wszystkim McMahonów jako główne postaci swego show zmarnowało szanse na wypromowanie drawa na półce wspomnianego Ceny, albo i wyżej.

Zamiast starać się pomóc rozjaśniać jego gwiazdę i wspiąć się na półkę, z której gwiazdy nie mieli od lat, postawić za nim całą swoją marketingową (i bookingową) machinę, wręcz przeciwnie – rzucali mu kłody pod nogi, bo nie był jednym z tych, których WWE miało zamiar pushować na taki poziom. Dlaczego? Nigdy nie miał się tam znaleźć, nie był w planach. Nie był odpowiednio duży i był skonfliktowany z wpływowymi osobami jak Triple H i Stephanie McMahon. I… o zgrozo, głównie dzięki sobie stał się tak bardzo over, a nie w wyniku jednego z pomysłów Vince’a czy Creative Teamu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s