Podsumowanie miesiaca: czerwiec 2021

Kolejny miesiąc za nami, trzeba trochę popisać – te klimaty. Czerwiec był raczej spod znaku slow news month, więc powinno wyjść krótko.

Transfery, transfery, transfery…

W tym miesiącu też nie obyło się od fali zwolnień z WWE. Zanim jednak o nich, warto wspomnieć o powrocie pożegnanego przed miesiącem Samoy Joe, który pojawił się w NXT w roli asystenta General Managera Williama Regala, który ma pilnować porządku na show po tygodniach chaosu.

Z jego rozmowy z Ryanem Satinem wiemy natomiast, że – zgodnie z przypuszczeniami fanów po powrocie w takiej, a nie innej roli – wciąż nie może wrócić do akcji w ringu po swoich problemach ze wstrząśnieniami mózgu. Dowiedzieliśmy się też, że wciąż się nie poddaje w tej kwestii, więc nie pozostaje nic innego niż trzymanie kciuków i cieszenie się, że możemy go oglądać przynajmniej w tej roli.

U konkurencji natomiast pojawił się Andrade El Idolo (onegdaj „Cien” Almas), notując jeden z najgorszych startów, jakie mogliśmy oglądać w AEW. Z jednej strony widać, że chcą go przedstawiać jako wielką, światową gwiazdę, ale z drugiej wychodzi to dość średnio.

Zaczęło się od randomowego pojawienia się na jednym z piątkowych odcinków Dynamite – już w tym miejscu można było zrobić to lepiej, bo wiadomo było, że te kilka weekendowych wydań tygodniówek (przeniesienie związane z play-offami NBA) będą miały znacznie mniejszą oglądalność, niż tradycyjne środowe.

Dzięki temu, że miało to miejsce na początku czerwca, wiemy już też, że nic znaczącego na start i tak dla niego nie mieli, więc na luzie mogli po prostu zapowiedzieć jego debiut na przykład poniższym filmikiem podrzuconym wyżej z dopiskiem Coming Soon i przy okazji przeczekiwania tych kilku tygodni z piątkowymi i sobotnimi galami (i ostatnimi tapingami bez udziału większej widowni) dodatkowo zwiększyliby wyczekiwanie debiutu w fanbasie.

Jednak największym minusem jest połączenie go z Vickie Guerrero, której „Excuce Me!” ma u mnie mocny go away heat i raczej kieruje go w kierunku midcardu, aniżeli main eventowego statusu. A wykonanie tego w segmencie, gdzie swojego pierwszego wywiadu Tonyemu Schiavene udziela Mark Henry (i jeszcze bezczelnie teasuje powrót do ringu!), który spędził długie lata w WWE, po czym przerywa mu inna osoba, która tak samo kojarzy się z fedką McMahona sprzed nastu lat bez żadnej zapowiedzi to wisienka na torcie.

Wszyscy chyba wybralibyśmy tę samą osobę do zastąpienia Guerrero (z samym zainteresowanym włącznie? Bo jeśli jest coś, co warto skopiować od WWE 1:1, to niech to będzie ten duet, kiedy byli jednym z najlepszych aktów do oglądania w wrestlingu, a Ona sprawiła, że Paul Heyman nie grał sam w swojej własnej lidze) – ale nawet jeśli nie udało się Jej zakontraktować na czas, czy nie uda się Jej ściągnąć w ogóle, praktycznie każdy wybór byłby lepszy od takiego przeżytku. Na twitterku ktoś nawet zaproponował po ostatnim Dynamite Konnana – też byłby dobrym wyborem. A nigdzie nie jest też napisane, że MUSI mieć jakiegoś managera.

Dalej mieliśmy jeszcze wywiad z Jimem Rossem, który był chyba najlepszą rzeczą z nim związaną i losowe wyjście na rampę z niby wielkim ogłoszeniem tylko po to, żeby zawrócić do szatni po usłyszeniu przerywającego mu theme songu Matta Sydala. Ok, mate.

Sporym echem odbiło się także zwolnienie Kenice Mobley, która niedawno została zatrudniona w roli writerki. O co poszło? O to, że będąc gościem jednego z podcastów, przyznała się do tego, że nie wie za dużo o wrestlingu i nie jest jeszcze w pełni na bieżąco z wydarzeniami i postaciami ze świata WWE, co w oczach przełożonych miało ośmieszyć organizację.

Jestem w stanie zrozumieć chęć zatrudnienia kogoś „z zewnątrz”, żeby wnieść trochę świeżości i pomysłów nieumodelowanych wrestlingowymi storyline’ami (nie do pisania wrestlerom prom do wykucia na pamięć słowo w słowo, aaaale to już dyskusja na inny dzień), ale opieranie się głównie na takich osobach, zamiast wykorzystania ich tylko jako pomocy (na przykład do zwrócenia uwagi na to, że coś gdzieś jest kompletnie bez sensu i czemu tak, a nie inaczej?) i zwalnianie, bo ktoś przyznał się do braku wiedzy, kiedy organizacja sama w swoich ogłoszeniach szuka takich właśnie ludzi, świadczy tylko o federacji.

A teraz do największych nazwisk:

Aleister Black – zaczynamy od najłatwiejszego, bo już zdążyły się pojawić (spodziewane?) informacje, że obierze kurs na AEW. Chociaż wspomniana też opcja z powrotem do WWE tylko po to, żeby go znowu odesłali na parę miesięcy i zwolnili, też jest kusząca po tym, jak praktycznie zaraz po zwolnieniu postanowił poświęcić kilka swoich dni na atakowanie fanów i mediów. Tak tylko dla zobaczenia reakcji po takim potraktowaniu. No, chyba że to przekreśliłoby szanse na pojawienie się małżonki w organizacji Khana. Wtedy może iść od razu do Elitarnych.

Ostatnio przy zwolnieniach pisałem o tym, jak to świadczy o panującym chaosie na zapleczu, to tu tylko powiem, że dopiero co WWE zainwestowało w filmiki promujące jego re debiut i nowy theme song, którego fani nie zdążyli usłyszeć i zaczął feud, atakując całkiem przyzwoicie pushowanego ostatnimi czasy Big E’go.

Ruby Riott – gdybym z całej listy zwolnionych przez WWE w tym roku miał dodać tylko jedną osobę do rosteru AEW, to byłaby to właśnie Ona. Kompletnie nie rozumiem, jak nie osiągnęła czegokolwiek więcej u McMahona (tak tak wiem, że lubi sobie zmarnować potencjał). Dziewczyna ma wszystko, co potrzeba, ba! nawet radziła sobie z recytowanymi promami, jak dostała mikrofon na więcej, niż dwa zdania, ale przede wszystkim – trochę jak w przypadku wyżej – jest tak bardzo inna, wyróżniająca się na tle całej reszty.

Poza umiejętnościami czy doświadczeniem, które pomogłyby postawić kolejny krok kobiecej dywizji federacji z Jacksonville, wniosłaby też do szatni sporo pozytywnej energii, atmosfery. Po reakcjach na zwolnienie ludzi, z którymi pracowała, łatwo można wywnioskować, że to „jedna z tych dobrych” chodzących po świecie – nawet The Rock znalazł czas w grafiku na parę miłych słów! Na pewno byłaby lepszą inwestycją, niż Tessa Blanchard, której temat wraca raz na jakiś czas. Po nowym pseudonimie można też wnioskować, że Tony Khan przy okazji mógłby zainwestować też w kolejne prawa do theme songu.

Braun Strowman – najbardziej zaskakujące zwolnienie, bo wydawało się, że zaklepał już sobie pozycję wielkoluda do rzucania celebrytom i podkładania topowemu babyface’owi przed jego walką o złoto na wielkiej gali. Choć Mark Henry otwarcie mówi o chęci zwerbowania go do AEW, coś mi mówi, żeby spodziewać się go za jakiś czas (Royal Rumble?) z powrotem u McMahona. Gość po prostu wygląda na takiego, dla którego wrestling to tylko WWE i jak tam Cię już nie chcą, to koniec kariery. Wystarczy przypomnieć Jego odpowiedź na wpis Evila Uno o wsparciu sceny niezależnej, kiedy na początku pandemii wrestlerzy z dnia na dzień stracili możliwość zarobku.

W kontekście tego, jak bardzo Vince zatęskni za sprawdzonym już Strowmanem, ważne w jakimś stopniu też będzie pewnie to, jak poradzą sobie tacy ludzie jak Omos czy Polak rodak Commander Azeez okupujący obecnie te role na Raw i SmackDown. No, chyba że po prostu wystarczy o kilkaset tysięcy „lżejszy” kontrakt, to tym bardziej prawdopodobieństwo powrotu moim zdaniem by rosło. Warto tu też zauważyć jak bardzo WWE dało ciała z budowaniem Brauna na gwiazdę (naprawdę wiem!) – mieli gościa, którego Vince pokochał od pierwszego wejrzenia, który nie był odrzucany przez fanów jako kolejny duży gość, który nie ma sobą nic do zaoferowania jak wielu takich przed nim, a wręcz przeciwnie, w pewnym momencie był w czołówce popularnych wśród fanów gwiazd fedki, a potem tak pięknie został zezłomowany bookingiem.

Od niszczenia wroga publicznego #1 Romana Reignsa i „Get these hands!” do wygrywania pasów tag team z 9-latkiem i wygrywania mistrzostwa świata w momencie, kiedy dawno już nikt się nim nie przejmował. W dodatku w obu tych przypadkach był na kartę WrestleManii na ostatnią chwilę jako zapchajdziura.

Buddy Murphy – zdarzyło mi się widzieć trochę wpisów mówiących o tym, że Khan powinien od razu wykręcać numer do niego i Blacka. O ile były mistrz NXT jest jak najbardziej zrozumiałym wyborem, o tyle kompletnie nie zgadzam się na temat Australijczyka. Jasne, jest dobry, ale mało kto w dzisiejszym wrestlingu nie jest. Jeśli postawię go sobie obok potencjalnych kandydatów do singlowego pushu, to nie chciałbym go oglądać kosztem mniejszej ilości czasu dla takich ludzi jak BASTARD PAC, Penta, Fenix, Guevara (który myślę, że za chwilę będzie coraz więcej przebijał się w rankingu) czy Eddie Kingston.

Idealnym miejscem dla niego byłoby coś na poziomie Impactu czy ROH – gdzie mógłby dostać więcej czasu antenowego na zbudowanie nazwiska – i próbowanie wkręcenia się do NJPW jak już w 2035 wrócą do normalności, jeśli chodzi o obcokrajowców w rosterze.

Lana – kolejny przykład tego, jak WWE gdzieś po drodze zapomniało o chowaniu słabszych i eksponowaniu mocniejszych stron. Na początku świetna w roli managerki potwora Ruseva, ale no atrakcyjna blondynka, więc McMahon musiał za wszelką cenę próbować zrobić z niej wrestlerkę pomimo tego, że od tej strony była jedną z najgorszych w całej federacji.

Po jednej z takich prób wróciła jeszcze na jakiś czas do bycia managerką swojego męża – wtedy w teamie z Aidenem Englishem – i ponownie wydawało się, że kariera zarówno Jej, jak i Bułgara wzniesie się na wyżyny, jakich kiedyś się spodziewano, ale trzeba było poczekać, aż głośne, cotygodniowe chanty „Rusev Day!” zaczną przygasać, zanim spróbuje się coś z tym zrobić i niedługo potem cały team został rozbity, bo… trochę już są razem i trzeba coś z tym zrobić, nawet jeśli nie mamy żadnych planów dla zainteresowanych.

Amerykanka wytrzymała najdłużej, załapując się jeszcze nawet na kolejny push w roli wrestlerki, który miał zrobić z niej czołowego babyface’a dywizji: przez parę miesięcy na każdym Raw była przedstawiana jak totalna frajerka, którą Nia Jax co tydzień łamała stół komentatorski, a potem kompletnie przypadkowe wygrane, z którymi nie miała za dużo wspólnego, świętowała, jakby udało Jej się osiągnąć nie wiadomo jak wielki sukces. Sure.

Od momentu zwolnienia, jej niedawno koronowany na mistrza TNT mąż Miro regularnie wspomina o niej w swoich promach, jakby chciał coś przekazać szefowi i przy okazji może licząc na to, że fani pokażą, że chcieliby zobaczyć Lanę w AEW. Nie mam aż tak dobrych wspomnień, jak z duetu Andrade / Vega, więc w sumie podziękuję. Obstawiam jednak, że jak tylko będzie mogła zadebiutować, to pojawi się na Dynamite. Oby tylko nie walczyła za często prayer circle.

Poleciało też trochę osób przewijających się na 205Live, którego roster skurczył się do pięciu osób. Że też to jeszcze nie zdechło, to niesamowite.

Pozostali zwolnieni w tym miesiącu:
Fandango, Tyler Breeze, Tony Nese, Ariya Daivari, August Grey, Ever-Rise, Curt Stallion, the Bollywood Boyz / Singh Brothers, Arturo Ruas, Marina Shafir, Killian Dain, Tino Sabbatelli.

WWE na sprzedaż?

Przy kolejnej fali zwolnień pojawiło się trochę głosów, że trochę to wygląda tak, jakby Vince szykował WWE na sprzedaż. Na dzisiaj to nic innego, jak tylko spekulacji i gdyby było coś na rzeczy o takiej skali, to już byśmy o tym słyszeli podobnie, jak np. parę lat temu, kiedy UFC było sprzedawane.

Na razie wygląda na to, że wciąż jesteśmy na etapie nowych porządków zatrudnionego rok temu Nicka Khana. Największym znakiem zapytanie przy ewentualnej sprzedaży byłoby to, czy Vince’owi udałoby się zapewnić jakiś papierek gwarantujący, że do momentu jego własnej decyzji (czy w Jego przypadku śmierci) wciąż pozostanie u sterów organizacji, podobnie jak Dana White wciąż podejmuje najważniejsze decyzje we wspomnianym UFC.

Nie wiem, w jakim stopniu takie coś byłoby prawdopodobne, ale biorąc pod uwagę panującą w prawdziwym świecie opinię, że tylko on wie jak zadowolić fanów wrestlingu i bez jego geniuszu wszystko może upaść na facjatę, nie byłoby to aż tak szokujące.

Jeśli udałoby się zapewnić taką gwarancję, myślę, że sprzedaż byłaby dla McMahona spełnieniem niedoścignionego przez całe życie marzenia o byciu poważną, biznesową szychą, a nie tylko „tym gościem od wrestlingu”. W końcu po wielu próbach (jak choćby próba reanimacji XFL sprzed trzech lat) mógłby powiedzieć, że giganci przychodzą do niego, żeby ubijać kilkumiliardowe interesy. Że w końcu mu się udało.

About these Saudis…

W innej biznesowe kwestii związanej z WWE, w tym miesiącu znowu zostali pozwani za tuszowanie swoich szemranych interesów z Arabią Saudyjską. Podobnie jak przed rokiem poszło o ukrywanie informacji przed udziałowcami, jednocześnie samemu sprzedając akcje w sporych ilościach przed prawdopodobnym spadkiem wartości.

Rok temu pozew skończył się ugodą wartą 39 milionów dolarów, stając się najbardziej kosztowną ugodą w historii wrestlingu. Wcześniejszy rekord wynosił 18 milionów, jakie otrzymała wdowa tragicznie zmarłego Owena Harta.

W wielkim skrócie jedna strona chce odzyskać tyle, ile się da z zainwestowanych pieniędzy, a druga nie chce opowiadać w sądzie o swojej przyjaźni z arabską rodziną królewską, awariach samolotów i ryzykować przegrania, co skutkowałoby koniecznością zapłaty 10x tyle. Pewnie skończy się tak samo.

A jakby się ktoś zastanawiał czy to jakoś wpłynie na deal WWE – Arabia Saudyjska, to te 39 mln wciąż mniej niż 50-55, jakie inkasują za jedno show, a zapłaci i tak ubezpieczyciel. Ktoś musiałby się uprzeć na ciąganie się po sądach i wygrać. Wtedy jakoś by się to mogło na nich odbić.

Ogólnie rzecz biorąc…

Z pozostałych rzeczy na NitRaw wciąż mamy woodoo shit z Alexą Bliss, więc bez zmian, na SmackDown wrócił Edge, a nieoficjalnie pojawiło się sporo głosów mówiących, że na jesieni będzie Draft. What he said 👇

Na Dynamite ogólnie niby ok, ale jakby czekali na widownię. Do tego stopnia czekali, że na ostatnim odcinku dali tag team match z Vickie Guerrero. No nie ma idealnej federacji.

Kay Lee Ray po 649 dniach straciła mistrzostwo kobiet w NXT na rzeczy Meiko Satomury – to by było na tyle z oglądania, jak Millie McKenzie przerywa to długie panowanie. W Japonii za to Shingo Takagi wygrał zwakowany ostatnio IWGP World Heavyweight – zobaczymy czy jemu uda się przerwać klątwę nowego pasa i skończy z jakimś normalnym title reignem.

A w main evencie ostatniego Tokyo Dream Cinderella PPV od Stardomu Utami Hayashishita i Syuri miały jedną z najlepszych walk ostatniego roku czy dwóch, także mocno zachęcam do zapoznania się: legalnie tutaj, mniej legalnie tutaj. A potem zapraszam na czytankę tutaj.

Good guy Titus O’Neil za swoje działania charytatywne został nominowany do nagrody im. Muhammada Alego – nice. Wyniki poznamy 10 lipca.

Na meksykańskim froncie wygląda na to, że nowa Federacion Wrestling upadła, zanim zdążyła wystartować, a w Polsce lepiej ma zamiar poradzić sobie Prime Time Wrestling. Nowa organizacja, która planuje swój start w Chorzowie.

Tradycyjnie na koniec zapraszam do arkusza z ocenami walk i do udostępniania tekstu jak Wam się podoba. Konstruktywnie szkalować też można. No i komentarze z kotkami mile widziane.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s